Niespodziewana podróż…

the-hobbit-poster

…czyli jak wybierałem się na Hobbita i jak z niego wracałem.

Na najnowszy film Petera Jacksona i spółki czekałem mniej więcej od 7-8 lat. Po tym, jak zaprezentował w pierwszej połowie dekady cykl Władcy Pierścieni niemal oczywiste było to, że Hobbit musi należeć do niego. Bo do kogo innego?

Nazwisko Jacksona miało zapewnić magię, klimat i piękno świata, który już znaliśmy z dużej produkcji. Więc dlaczego wyszedłem z kina zniesmaczony? Dlaczego potrzebowałem całego wczorajszego wieczoru, aby oswoić się z Hobbitem?

Już tłumaczę.

Jak pewnie wszyscy wiemy – Hobbit powstał jako bajka dla dzieci. Tolkien od początku tłumaczył, że Hobbit czyli tam i z powrotem nie jest książką dla dorosłych, a opowieścią na dobranoc dla tych młodszych odbiorców. Co innego trylogia pierścienia, która mimo współdzielonego świata ma dużo cięższy, mroczniejszy klimat.
To widać w Hobbicie – film jest lekki, szybki, nie ma chwili, kiedy człowiek nie uśmiechnąłby się patrząc na poczynania wesołej czternastki. Jedyne chwile, kiedy nie jest tak wesoło, a zaczyna być poważnie, to spotkanie z elfami. Jednak i tam magia filmu dla młodego widza jest odczuwalna i wszystko wydaje się dużo lżejsze, niż we Władcy Pierścieni.

Oglądając Hobbita warto pamiętać, że tutaj mamy 300 stron rozciągnięte na trzy, niemal trzygodzinne filmy, co w porównaniu z Władcą Pierścieni (1200 stron) wydaje się trudnym do zrealizowania pomysłem.

Jednak Jackson oferuje nam coś innego – przy okazji wędrówki pokazuje cały świat dookoła. Dzięki temu zabiegowi widz przenoszony jest co chwila do innego zakątka Śródziemia i poznaje kolejne legendy związane z Tolkienowskim światem.

Z punktu widzenia fana twórczości Tolkiena śmiało mogę przyklasnąć takiemu pomysłowi, bo w końcu im więcej ciekawie pokazanego świata – tym więcej przyjemności.

Jednak z punktu widzenia widza, który niekoniecznie zna Śródziemie i nie sięgał nigdy po książki Tolkiena może to wywoływać bardziej znudzenie, niż zainteresowanie.

I to znudzenie właśnie pojawia się w trakcie obcowania z Hobbitem – mimo wartkiej i wszechobecnej akcji pomiędzy historią na ekranie i widzem tworzy się dystans. Przestrzeń, której nie są w stanie wypełnić aktorzy sięgający jakością gry i autentycznością odgrywanej roli do poprzeczki ustawionej przy ekranizacji Władcy Pierścieni. Nawet Gandalf Szary wydaje się po prostu bardzo szary i miałki.
Bilbo, zagrany przez Martina Freemana jest świetny i niemal czuć, że wyszedł właśnie z ciepłej norki w Bag End w poszukiwaniu przygody. Niestety i on przy tym całym natłoku informacji i wydarzeń staje się odległy, obcy i gubi się po prostu w filmie.

Brawa natomiast należą się dwójce innych, znanych nam postaci.
Cate Blanchett – grająca Galadrielę, znaną z Trylogii Pierścienia królową elfów widzimy tutaj po raz kolejny w tak samo dobrze skrojonej i zagranej roli. A co więcej tutaj sprawia wrażenie postaci na swój sposób jeszcze bardziej tajemniczej, posiadającej niezwykłą moc i bardzo… seksownej.

Najlepszą postacią, która pojawia się w całym filmie jest Gollum narysowany i odegrany przez Anthonyego Serkisa. Postać, która w przeciwieństwie do Bilba przeskakuje z wielkiego ekranu i wypełnia całą salę kinową swoja jakością.
Trzeba przyznać, że w swoim wcieleniu we Władcy Pierścieni Gollum został przytłoczony i zepchnięty na bok przez wielkie sceny batalistyczne i ogólny rozmach filmu. Tutaj mimo pędzącej lokomotywy i masy wydarzeń staje się filarem i postacią z która najchętniej się spotykamy. Zapewnia najwięcej rozrywki.

Zmierzając w stronę końca warto nadmienić o samej realizacji filmu, która stoi na wysokim poziomie. Jakość i wykonanie świata porażają.
Pewnie pomaga temu nowoczesna technologia realizacji poprzez nagrywanie w technologii 48 klatek na sekundę (dwukrotnie więcej, niż stosuje się standowo w przemyśle filmowym), jednak osobiście odniosłem wrażenie dużej sztuczności.

Szczególnie w chwilach, kiedy pojawiają się efekty komputerowe odnosimy wrażenie, że coś jest tutaj bardzo nie tak i, że efekty pochodzą nie z wielkiej stajni Weta Workshop, która zaserwowała nam takie zapierające dech w piersi perełki jak bitwę o Helmowy Jar, bitwę u bram Minas Tirith, czy pamiętną otwierającą scenę batalistyczna z Drużyny Pierścienia. Podczas oglądania odniosłem wrażenie, że efekty to filmy z gier video wczesnych lat pierwszej dekady tego wieku.

Bardzo duże rozczarowanie i wrażenie kroku w tył.

Muzycznie Howard Shore idzie po Oscara. Motywy muzyczne znane z trylogii przywołują dużo dobrych wspomnień związanych AE znanym już filmem,  a motyw krasnoludów jest świetny – mocny, prosty i zapadający w pamięć. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż podczas filmu usłyszymy dwie krasnoludzkie pieśni. Piękne i warte ponownego przesłuchania.

Podsumowując: jak wracałem z Hobbita? Odrobinę zawiedziony.

Co trzeba zrobić, aby się nie zawieść?
Wszechobecne w materiałach reklamowych nawiązania do trylogii Władcy Pierścieni trzeba odłożyć na bok, aby uniknąć rozczarowania. Warto zakodować sobie, że nie idziemy na poważne widowisko z wojną o pierścień jako tematem przewodnim.

Mimo powiązania światem, aktorami i produkcją dostajemy zupełnie inną opowieść – mniej poważną, mniej „nadmuchaną”, a przeznaczoną dla młodszego odbiorcy i o wiele lżejszą, niż trylogia.

I mimo uczucia sztuczności spowodowanego poprzez użycie nowoczesnych technologii przy produkcji – wartą obejrzenia, choćby dla samych szczegółów i detali, bo te zapierają dech w piersiach.

O ile na dwie godziny i pięćdziesiąt minut odłożymy Władcę Pierścieni na bok.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Niespodziewana podróż…

  1. „Szczególnie w chwilach, kiedy pojawiają się efekty komputerowe odnosimy wrażenie, że coś jest tutaj bardzo nie tak ”

    Przypuszczalnie to wina 48 klatek na sekundę. Jak się robi framerate dając efekt zbliżony do oglądania przedstawienia w teatrze, to i dekoracje muszą być teatralnymi rekwizytami – jak, nie przymierzając, w „King Size”. Inaczej tak właśnie wychodzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s