To nie jest kraj dla ******* ludzi czyli…

… jak wykreować złoczyńcę z tłem i charakterem? Zapytajmy Cormaca McCarthyego.

Tekst, który powstał już dawno temu, ale nadal jest aktualny, szczególnie w świetle tego, że nie tak dawno miała premiera polskiej wersji „W ciemność”, a już całkiem niedługo możemy spodziewać się „Suttree”.

Dzisiaj chciałem opowiedzieć o odczuciu, które funkcjonuje we mnie, kiedy myślę o prozie Cormaca McCarthyego.

W przeciągu ostatnich miesięcy trafiłem na”Dziecię Boże”, „Krwawy Południk”, „To nie jest kraj dla starych ludzi” i jestem w trakcie „Strażnika Sadu”. Wcześniej, dużo wcześniej czytałem „Drogę”.
Każda z tych książek dzieje się w świecie wykreowanym przez McCarthyego – można powiedzieć, że to Stany Zjedoczone i częściowo Meksyk, bo mamy istniejące, czasami nawet bardzo dokładnie opisane miasta (nawet z nazwami ulic) i ich okolice. Ramy czasowe są różne, bo od wieku XVIII, do czasów obecnych.

Jest jednak coś, co powoduje, że niekoniecznie chcemy, aby to była nasza rzeczywistość.

Przemoc. Wszechobecna, realistyczna, brutalna, pomysłowa i mocno wyeksponowana przemoc. Cytując za profesor Hungerford: „Virtuosial violence”. Dość powiedzieć o niesamowicie naturalistycznych opisach zdejmowania skalpów z „Krwawego Południka”, czy mordowania ludzi przez Chigurha za pomocą pneumatycznego pistoletu w „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Zresztą tę drugą książkę uważam za studium psychiki psychopatycznego mordercy.

Jednym z pasujących tutaj słów, poza naturalizmem jest turpizm. Autor często opisuje sceny przemocy (albo i sceny po przemocy) w sposób tak jasny i barwny, że człowiek z fotograficzną dokładnością wyobraża sobie szarą skórę zwłok, które pływają w jeziorze „Strażnik Sadu”, czy wizję człowieka niosącego zwłoki dziewczyny w „Dziecięciu Bożym”.

Niebezpieczne jest to, że proza McCarthyego jest tak wciągająca, że czytanie „Drogi”, „Dziecięcia Bożego” i „To nie jest kraj dla starych ludzi” zajęło mi po jednym dniu – za każdym razem to był ten sam dzień, kiedy nabyłem te książki.|

Najgorsze jednak następuje właśnie na koniec. W trakcie czytania człowiek jest tak zaaferowany gęstością wydarzeń i opisów, że dopiero przy finiszu zauważa, z kim miał właśnie do czynienia. Z szaleńcem, psychopatą i zwyrodnialcem.
Nie ma norm społecznych, które zaakceptowałyby postępowania czarnych charakterów. Nawet ich podła przeszłość, którą czasem przyjdzie nam poznać nie będzie dla nas nawet małym usprawiedliwieniem w świetle późniejszych poczynań.

To właśnie w tym miejscu zaczynam sobie zdawać sprawę z tego, że nie chciałbym mieszkać w świecie wykreowanym przez McCarthyego – tam, gdzie jedyne, co jest w stanie dorównać złu i szaleństwu ludzi jest natura, która działa na bardzo podobnych zasadach – zabijając i rodząc bez sentymentu.
To miejsce przeraża, przytłacza, a co najgorsze, osadzenie akcji w tak realnych ramach i opowiedzenie o wszystkim niemal spokojnym (czasem beznamiętnym albo znudzonym) tonem powoduje, że zastanawiam się, kiedy i gdzie natknę się na jednego z tych szaleńców…

A wszystkich, którzy chcą więcej zapraszam pomiędzy okładki dowolnej książki Cormaca McCarthyego.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s