My, topielcy

Skończyłem dziś czytać książkę „My, topielcy”, którą sprezentował światu duński pisarz Carsten Jensen. Opasłe tomiszcze, liczące 800 stron robi piorunujące wrażenie. Prawda, niektórych tak długie książki przerażają. Ja jednak muszę przyznać, że powieść przeczytałem dość szybko, nie zaznając nudy na ani jednej stronie.

„My, topielcy” to przekrój społeczności Marstal, duńskiego miasta, które wydało na świat wielu marynarzy. To historia trzech pokoleń żeglarzy, mierzących się z nowymi wojnami i nieuchronnym postępem w dziedzinie transportu morskiego. Jedyne, co się nie zmienia, to morze: zawsze nieprzyjazne, bezlitośnie niszczące statki i pochłaniające pracujących na nich marynarzy. Bohaterowie powieści, mimo śmiertelnego niebezpieczeństwa, stale wpatrują się w to morze, czując jakiś niewyjaśniony magnetyzm, potrzebę odbycia kolejnego rejsu i odwiedzenia kolejnego portu. Swój dramat przeżywają też marstalskie kobiety, tracące mężów, ojców i synów, nie mogąc im wyprawić nawet pogrzebu.

„My, topielcy” ma wielu bohaterów. Na pierwszym planie pojawiają się wspomniane powyżej trzy pokolenia mężczyzn. Każdy z innym bagażem doświadczeń, każdy z innym poglądem na świat, jeden z silnym poczuciem moralności, a inny – dla przeciwwagi – zupełnie bez kręgosłupa moralnego. Każdy czegoś szuka, niekoniecznie z pełnym powodzeniem. Tym postaciom nie można odmówić wielowymiarowości. Jensen przedstawia również życie kobiet bez mężczyzn, ich rosnącą rolę w mieście i wieczny dramat oczekiwania. Najważniejsze jest jednak Marstal, początkowo absolutna dziura, której daleko do miana choćby małej miejscowości. Niesamowicie obserwuje się ten proces, jak totalne zadupie, za sprawą wspólnych wysiłków małej społeczności, zamienia się w prężnie rozwijające się miasto.

Sama historia niewiele ma wspólnego z wesołymi okrzykami i ciągłym popijaniem rumu (choć ten siłą rzeczy się pojawia), brak tu awanturniczych przygód i wzniosłych romansów. Otóż miłość często miesza się tutaj z najzwyklejszym, często brutalnym, pożądaniem. Wszystkie niedoskonałości i uchybienia w ludzkim zachowaniu, słabość czy samotność są wręcz wyeksponowane. Poza tym zadziwia mnie to, jak człowiek się zmienia, jak kolejne baty od morza zabierają radość, uczucia, tęsknotę. Myślę, że z tego właśnie powodu „My, topielcy” będzie nie lada wyzwaniem dla czytelnika. Zadziwiające (i przerażające), jak wiele można się o sobie dowiedzieć z tej lektury.

Robert powiedział, że jemu książka nie przypadła do gustu. Zastanawiałem się nad tym i doszedłem do wniosku, że faktycznie, „My, topielcy” nie jest dla każdego. Powieść pochłonęła mnie, bo od dzieciństwa czuję się związany z morzem. Mieszkam w końcu o rzut beretem od najbliższej plaży, pracowałem nad morzem, spędzałem wiele nocy leżąc na piasku, obserwowałem pracujących rybaków… Książka Jensena przypomniała mi o mojej tożsamości. Nie jestem marynarzem, nie opłynąłem przylądku Horn i pewnie nigdy nie opłynę, ale morze z całą pewnością coś dla mnie znaczy. Takie nieco osobiste podejście do książki pewnie pomogło mi w sprawnym łykaniu kolejnych stron. Mimo wszystko poleciłbym spróbować zmierzyć się z tą książką, może Wam też przypadnie do gustu, może będzie dla Was niezłą przygodą.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “My, topielcy

  1. Dziwna książka. Niby taki snuj. Ale ma swoje tempo. Leci lekko stęchły smrodek zadupia i zarazem szerokiego świata. Przez całe 800 stron smutek, śmierć i przemijanie… a mimo to trudno się od niej oderwać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s